Jane Iredale, dream tint, tinted moisturizer - krem koloryzujący jak marzenie?

środa, 12 października 2016

krem koloryzujący
O marce Jane Iredale słyszało niewiele osób - zapewne przez to, że produkty mineralne w formie płynnej dopiero zaczynają wkraczać na polski rynek. Mogę Wam śmiało powiedzieć już na wstępie, że JI oferuje produkty luksusowe i wyjątkowe, a co najważniejsze - nie są testowane na zwierzętach i nie mają pochodzenia odzwierzęcego. A jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat Dream Tint to serdecznie zapraszam do dalszej lektury! :)

jane iredale tinted moisturizer medium light
Nie chcę zaczynać kolejnej recenzji tak samo - opakowanie jak widać, jest eleganckie, klasyczne i gustowne, ale ta piękna, perłowo biała tubka ze złotą zakrętką będzie bez znaczenia, gdy zawartość plastikowej powłoki nie będzie zadowalająca. W skrócie opowiem Wam o odzewie producenta: produkt nie zawiera olejów i jest skomponowany z lekkich minerałów, jest odporny na wodę do 40 minut, koi stan zapalny i poprawia elastyczność skóry, posiada SPF 15 UVA/UVB; specjalna formuła daje efekt świetlny, który minimalizuje widoczność zmarszczek i rozszerzonych porów. Poza tym jest odpowiedni dla wegan i nie zawiera glutenu, a także, jak już wspomniałam, jest oznaczony jako produkt cruelty-free.

INCI: Aqua/Water/Eau, Algae Extract, Titanium Dioxide (Ci 77891), Sambucus Nigra (Elder Flower) Extract, Dimethicone, Jojoba Esters, Octyldodecyl Neopentanoate, Glyceryl Stearate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Raphanus Sativus (Radish) Root Extract, Boron Nitride, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Punica Granatum (Pomegranate) Extract, Glyceryl Polymethacrylate. [+/- (May Contain) Iron Oxides (Ci 77489, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499), Mica, Ultramarines (Ci 77007), Chromium Oxide Greens (Ci 77288)] [źródło]

Skład, jak na produkt, bądź co bądź, kolorowy jest bardzo dobry - oparty na ekstrakcie z alg i dwutlenku tytanu, ale poza tym zawiera wiele ciekawych ekstraktów i olei. Nie dopatrzymy się tutaj produktów parafinowych czy innych zapychaczy porów skóry. Nie mam żadnych uwag do ingrediencji!

Wybrałam dla siebie odcień medium light, a więc drugi w kolejności jasny odcień z żółtymi tonami. Odcień nie utlenia się i pozostaje taki sam jak nałożony po kilku minutach. Tonacja jest bardzo podobna do odcieni podkładów Mac - coś pomiędzy NC15 i NC20. I chyba nie wspomniałam Wam nic o zapachu! A więc zapach jest mocno wyczuwalny, kwiatowy - po składzie widzę, że musi być to zasługa olejku lawendowego, ponieważ sam DT nie zawiera środków zapachowych. Woń jest bardzo przyjemna, ale trzeba się do niej przyzwyczaić - przynajmniej tak było w moim przypadku, bo większość produktów wyrównujących koloryt, których używałam była pozbawiona wyraźnego zapachu.


Szczerze mówiąc, początkowo miałam mieszane opinie na temat Dream Tint i jakoś mi nie podszedł, ale teraz już wiem, że źle go oceniłam - oceniłam go w zupełnie innej kategorii, a mianowicie jako produkt typu podkład, a nie jako krem o właściwościach nawilżających nadających odcień skórze. Konsystencja i sposób nakładania tego produktu niesamowicie przypomina mi krem BB z Lily Lolo - najlepiej wygląda nałożony paluszkami, ponieważ ciepło sprawia, że krem nakłada się dużo lepiej i sprawniej. Dream Tint należy aplikować rozcierając go i najlepszym rozwiązaniem jest aplikacja niewielkiej ilości produktu, a dopiero później, gdy braknie nam kremu, dokładamy kolejną kropeczkę - w ten sposób nie nabawimy się plam ani smug. Po nałożeniu, skóra jest widocznie ukojona i rzeczywiście daje efekt nawilżenia, w które nie wierzyłam. Poza tym bez problemu można go nałożyć na skórę na którą nie był nakładany krem nawilżający (oprócz cer suchych). Dodatkowo, wykończenie jest matowe, choć nie jest to płaski mat, to jednak przy mojej mieszanej, ale niezbyt mocno przetłuszczającej się cerze, nie wymaga przypudrowania - nie należy pominąć tego kroku, gdyż po wyschnięciu jest nieco lepki przez co jest bardziej trwały. Poza tym fajnie sprawdza się jako baza pod minerały sypkie, a ta delikatnie lepka warstwa przytwierdza minerały w miejscu. Nałożony solo daje bardzo delikatne krycie, ale za to widocznie wyrównuje koloryt, a żółty pigment niweluje zaczerwienienia, które widać powyżej. Niestety produkt nie pokrywa niedoskonałości, a nadaje się do wyrównania kolorytu. Trwałość jak na ten produkt jest zadowalająca - wytrzyma na twarzy kilka godzin bez zmian, choć ma tendencję do ścierania w miejscach, których dotykamy - nos, broda, opieranie się o policzki.

jane iredale dream tint rewiev
/Tinted Moisturizer po trzech godzinach noszenia/

Według mnie, Dream Tint będzie idealną opcją dla osób przechodzących kuracje dermatologiczne, decydują się na zabiegi kosmetologiczne i potrzebują lekkiego makijażu - krem nie obciąża skóry, jest oparty na minerałach, ma świetny skład w którym nie znajdziemy potencjalnych alergenów (sztucznych substancji zapachowych czy konserwantów chemicznych). Poleciłabym go osobom bez większych problemów z cerą, które dbają o składy wybieranych przez siebie kosmetyków kolorowych, a także osobom, które nie lubią się z podkładami mineralnymi w formie sypkiej.  Można poczytać o nim tutaj tutaj i tutaj

Znacie produkty Jane Iredale?
Lubicie takie lekkie kremy koloryzujące?
A może upolowałyście jakiś produkt do makijażu twarzy dziś w Rossmannie? ;)
(Jeśli chcecie wiedzieć co myślę o promocjach w tej drogerii to zapraszam do przeczytania wpisu tutaj)

Wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Zapraszam do dyskusji:

Like us on Facebook

Flickr Images