MASKI 7TH HEAVEN - NAJLEPSZE MASECZKI W SASZETKACH Z DROGERII?

niedziela, 28 sierpnia 2016

Maseczki w saszetkach opinie
Temat masek jest całkiem prosty i przyjemny - zmierzamy ku drogeryjnej półce na której nie brakuje masek w saszetkach - zachęcone opisem, nazwą i o zgrozo, co również mnie się zdarza, opakowaniem, etykietą, ogólną kompozycją, wrzucamy produkt do koszyka, płacimy i wychodzimy zadowolone. Dopiero rozpakowując zakupy dostrzegamy mankamenty na które nie zwracałyśmy uwagi - skład maseczek do twarzy ze sklepu może nie zachwycać i niewiele ma wspólnego z zapewnianym, naturalnym składem. A jak jest w przypadku maseczek 7th Heaven? Zaskoczę Was!

Maseczki 7th Heaven, Montagne Jeunesse

Miałam kilka maseczek z Ziaji, Lirene i hmm.. nie powaliły mnie na tyle, abym sięgała po nie regularnie. Owszem, działały, ale nie dawały oczekiwanego przeze mnie efektu. Zdecydowanie wolę maski z glinką, np. glinką czerwoną i olejami albo 2w1 - maseczkę i peeling enzymatyczny z Avy, ale przetestowałam pięć masek do twarzy marki "siódme niebo", które dostałam do przetestowania.. I wiecie co? Moja opinia może Was nieco zdziwić.

maska czekoladowa
Zacznę od najsmaczniejszego kąska z całej piątki - oczyszczającej maski czekoladowej, która pachnie genialnie i choć nie wiem jak smakuje (nie odważyłam się tego zrobić!) to obfituje w kakao zarówno pod postacią sypką jak i masełka. Głównym zadaniem maski jest oczyszczanie i robi to całkiem przyjemnie, ale ma właściwości nawilżające, zmiękczające skórę dzięki, glicerynie, która widnieje na trzecim miejscu w składzie oraz maśle kakaowym, które stoją najwyżej w składzie i to one, w głównej mierze, nadają produktowi oczekiwanych właściwości. Cera po zmyciu maski była przyjemnie rozjaśniona, wygładzona i miękka - czy nawilżyła ją jakoś spektakularnie? Raczej bardzo przeciętnie, niemniej jednak jest to jedna z moich ulubionych masek z całego grona. Dodam jeszcze, że delikatnie zmaczałam ją wodą, aby nie dopuścić do jej zaschnięcia. A dlaczego nie dopuszczam do zaschnięcia glinek? Odpowiedź tutaj.
skład maski kakaowej

maska węglowa
Drugim ulubieńcem (ups! już zdradziłam..) jest maska błotna z węglem drzewnym, która łączy działanie peelingu mechanicznego, drobnoziarnistego z właściwościami oczyszczającej maseczki błotno-węglowej. Ta ma dużo lepsze działanie oczyszczające - skóra po zmyciu jest genialnie gładka, rozjaśniona, no i wiecie.. po prostu czysta! Uwielbiam naturalne, ostre drobinki w peelingach (w tym przypadku skorupki orzecha włoskiego) i mogę używać produktów z ich zawartością - mam skórę mieszaną bez rozszerzonych naczynek, trądziku pospolitego, ani moja skóra nie reaguje jak skóra wrażliwa, ale osoby z wyżej wymienionymi charakterystykami cery muszą omijać ją szerokim łukiem, bo zrobi więcej szkód aniżeli korzyści i zamierzonych efektów. Ma równie przyjemny i naturalny skład co jej poprzedniczka. W przypadku tej maski również nie dopuściłam do jej zaschnięcia, by m.in. ułatwić jej zmywanie.
skład maski węglowej

maska z olejkiem herbacianym
Czas na oczyszczającą maskę z płacie z miętą i drzewem herbacianym (a raczej olejkiem). Bardzo lubię takie bawełniane, nasączone cuda, które chłodzą, a szczególnie gdy termometr za oknem wskazuje o kilka kresek za dużo. Maska, co można było stwierdzić od razu po otwarciu, ma bardzo intensywny zapach miksu mięty i olejku - tak mocny, że wielbicielki bezzapachowych lub masek o delikatnej woni, może nieco odstraszyć. Zapach na szczęście nie drażnił oczu ani mojego zmysłu powonienia, więc bez problemu dotrwałam w jej towarzystwie nawet więcej niż 10 minut, ba, 20 minut i nawet się w niej poruszałam, bo nie spływała ani nie spadła z twarzy. Nie lubię marnować tak cennych właściwości maski i noszę ją tak długo aż większość przesączu wsiąknie w skórę - w tym przypadku nie udało mi się zrealizować tego zadania w 20 minut, przez co zostawiłam ją na kolejne użycie. Maska tuż po nałożeniu mocno chłodziła skórę i delikatnie mrowiła - nie miało to jednak nic wspólnego z podrażnieniem, o nie! Po zdjęciu płata, skóra była przyjemnie gładka i rozjaśniona. Maska nie ma złego składu, aczkolwiek już na trzecim miejscu widnieją PEG-i, więc jeśli ich unikacie to ostrzegam. Podsumowując, bardzo przyjemna maska, ale chyba to jeszcze nie "to" czego oczekuję.

maska do włosów cienkich
A teraz dla odmiany maseczka do włosów - regeneracyjna, kokosowa. Chyba oprócz próbek, nie widziałam masek, odżywek do włosów w saszetkach (poprawcie mnie, jeśli się mylę), więc to świetna alternatywa na wyjazdy dla osób, które nie myją codziennie włosów - odżywka posłuży na mniej więcej dwa użycia przy włosach średniodługich i krótkich - przy moich włosach "konkretnie" długich wykorzystałam ją tylko raz. Największym atutem tej maski jest jej zapach - cudowny, słodki, kokosowy! Miałam cichą nadzieję, że pozostanie na włosach po ich wysuszeniu, ale niestety mój test sprawdzający zapach, tj. pytanie się rodziny "czy włosy pachną mi kokosem?" wyszedł negatywnie. Maska jest raczej rzadka i bardziej przypomina mi odżywkę o lekkiej konsystencji, ale delikatnie wygładziła i zmiękczyła włosy. U mnie nie było efektu wow, bo rzadko takowy uzyskuję jakimikolwiek produktami, ale jednak była przyjemna. Opis producenta jak zawsze był mocno przesadzony, szczególnie w przypadku wzmacniania czy zwiększania objętości, co jest dla mnie trochę absurdalne, ale do włosów cienkich sprawdzi się najlepiej - ze względu na lekką konsystencję i nieobciążanie włosów. Fajny, krótki skład, same zobaczcie:
skład maski kokosowej


maseczka peel off
Ostatni produkt to maseczka peel-off z wyciągiem z ogórka - nie bez powodu umieściłam tą wersję na końcu.. jest na szarym końcu za wszystkimi powyższymi. Lubię maseczki tego typu i spodziewałam się na prawdę fajnego rezultatu i się zawiodłam. Od razu po otwarciu uwolnił się bardzo intensywny, alkoholowy zapach (alcohol denat na drugim miejscu w składzie), który niesamowicie podrażnił mi oczy. Ale miałam nadzieję, że ulotni się w czasie nakładania - niestety tak nie było. Podczas nakładania łzy ciekły mi strumieniami i nie zasugerujcie się zdjęciem - było zrobione jakieś 5 minut po nałożeniu, gdy odór delikatnie się ulotnił i byłam w stanie znaleźć przycisk on w aparacie pomiędzy mrużeniem i szczypaniem. Zalety takie jak: niespływanie z twarzy, efekt rozjaśnienia i wygładzenia oraz zaleto-wada - niezasychanie, co wiąże się z lepszym usunięciem maski nawet z krańców, ale i uczuciem lepkości; są wg mnie nieistotne - nie kupiłabym ponownie maski, bo nigdy moje oczy nie zareagowały w ten sposób na jakikolwiek produkt. Uważajcie!
skład maski peel off

Maski 7th Heaven jak widać potraktowałam bez przymrużenia oka - niektóre sprawdziły się lepiej a inne gorzej. Zaletą tych produktów jest kremowa konsystencja masek z glinką i błotem, wydajność oraz stosunkowo, duża pojemność zależna od danego produktu i jego formuły, a także przyjemne zapachy, miłe dla oka etykiety czy zabawne komentarze producenta na opakowaniu. Warto dodać, że oznaczone są jako produkty "cruelty-free" z wegetariańskim składem. Z przetestowanej grupki mogłabym wyróżnić dwóch ulubieńców, zarówno pod względem działania jak i składów - maskę czekoladową oraz błotną z węglem drzewnym - efekt był widoczny po oczyszczeniu skóry z produktów, a składy są na prawdę bardzo dobre jak na produkty typowo drogeryjne. Z maski z płacie również jestem zadowolona, ale przez PEG nie umieszczam jej w gronie wyróżnionych. Maseczka kokosowa do włosów również zrobiła na mnie dobre wrażenie ze względu na skład, ale nie powaliła działaniem. No a wersja peel-off z wyciągiem z ogórka.. same widzicie. Możecie je znaleźć w Hebe, Tesco, Carrefour i (chyba je widziałam) w Auchan za cenę 5-7 zł. 


Czy warto je kupić? Myślę, że warto kupić na próbę jedną z powyższych, by samemu przekonać się o ich działaniu, bo jak wiadomo - co człowiek to inna opinia i co mogło spodobać się mnie to Tobie niekoniecznie posłuży. 

Znacie maseczki 7th Heaven?
A może polecicie mi swoje ulubione maseczki dostępne w drogeriach? :)
(niekoniecznie tylko w saszetkach)
Miłego wieczoru! A. ♥

Wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Zapraszam do dyskusji:

Like us on Facebook

Flickr Images