Z CZEGO SKŁADA SIĘ TWÓJ CODZIENNY MAKIJAŻ?

czwartek, 18 lutego 2016

Cześć moje kobiety! Rzadko piszę o tym jak wygląda mój makijaż, za to często pojawiają się osobne recenzje produktów, których używam. Tym razem przedstawię Wam codzienny zestaw kolorówki, który ląduje na mojej buzi prawie codziennie. Kilka produktów jest stałych, inne zmieniają się w zależności od okoliczności, ilości czasu jaki mogę poświęcić na malowanie no i oczywiście humoru - bo większość z nas uzależnia makijaż od nastroju, który nas przepełnia. Chyba nie tylko ja tak mam, prawda?

Pomimo tego, że cera ogólnie nie wygląda źle to moją zmorą, odkąd pamiętam, są cienie pod oczami i nierówny koloryt. Od dzieciństwa moje brązowe cienie pod oczami i bardziej oliwkowe zabarwienie w obrębie ust były jednym z moich kompleksów - choć nie największym, bo w młodszym wieku nie znosiłam mojego noska z lekkim garbem, asymetrycznych, małych ust i odstającego lewego ucha i całej figury. Teraz nie zwracam już na to uwagi i kompleksy, które kiedyś uważałam za największy problem ludzkości przeminęły z wiekiem. 

Ale nie o tym, czas na makijaż, który wykonuję prawie codziennie - prawie, bo zdarzają się dni w których przechadzam się po domu z tłustym kremem na twarzy w piżamie lub puchatym szlafroczku. Mój makijaż składa się z kremu CC od Bell, bronzera Kobo w odcieniu Sahara Sand, zestawu cieni do brwi z Kobo, korektora Perfect Cover Stick, korektora Eveline Art Scenic, tuszu Sensique Long Lashes, paletki cieni Hean w odcieniu 411 Nude. Produkty zmieniają się, ale ostatnio, mój podstawowy makijaż rozczłonowany na poszczególne produkty, wygląda właśnie tak.
Produkty do ujednolicenia cery:

Krem CC, Bell, serii HypoAllergenic w odcieniu 01 Porcelain to ostatnio mój hit! Na jego etykiecie widnieje kilka obietnic producenta: lekka nawilżająca formuła, wyrównuje koloryt skóry, kryje niedoskonałości, dodaje cerze blasku, z którymi się zgadzam prawie w 100%. Krem nie jest może hipernawilżający, ale nigdy nie nakładam makijażu bez odpowiedniego przygotowania skóry, więc nie zauważyłam nawilżania po jego aplikacji, ale nie wysuszył, delikatnie kryje, utrzymuje się bardzo długo, nie błyszczy się nawet bez utrwalenia pudrem - obecnie nie pudruje twarzy, bo jest troszkę przesuszona i każda kolejna warstwa pudrowości nie wygląda na niej dobrze. Nie mam skłonności do błyszczenia w strefie T, więc nie wiem jak sprawdziłby się u osób z typowo mieszaną lub tłustą cerą. Niestety podkreśla moje suche skórki na nosie, ale nie znalazłam produktu, który tego nie robi. Za taką cenę (do 20 złotych) jestem w stanie mu wybaczyć to podkreślenie skórek!

Korektor Eveline, Art Scenic, kryjąco-rozświetlający w odcieniu 05 Nude - traktuję nim tylko i wyłącznie okolicę pod oczami. Kryje bardzo delikatnie, ale niestety chodzi w zmarszczki i trochę wysusza skórę. Poza tym odcień, który posiadam jest troszkę za ciemny w stosunku do kremu CC, więc kombinuję by nie nałożyć go zbyt daleko na policzki. Średnio go lubię, ale chcę, by dobił dna. Dużo bardziej lubiłam korektor Healthy Mix czy Affinitone.

Korektor Kobo Professional, Perfect Cover Stick w odcieniu 104 Light - korektor w sztyfcie, który nakładam na niedoskonałości. Lekki, delikatnie kryje przebarwienia. Używam go bo jest dużo jaśniejszy niż kamuflaż Catrice, który działaniem i efektem jaki pozostawia, przebija wszystkie "cover sticki". Szału nie ma, ale nie jest tragiczny.

Reszta makijażu:

Zestaw cieni do brwi Kobo Professional - ostatnio ulubiony do podkreślania brwi. Moim kolorem jest ten środkowy, szary, jasny brąz, którym wypełniam całą przestrzeń. Jasny odcień też jest udanym cieniem, bo wygląda naturalnie i fajnie matowi obszar pomiędzy brwią, a powieką ruchomą. Ciemnego, czekoladowego,ale wciąż chłodnego odcienia używam sporadycznie by wyrysować końcówkę i łuk. Cienie czasem się obsypują, gdy nałożę na pędzelek zbyt dużą ilość, ale gdy delikatnie zamaczam pędzelek, wtedy nic się nie dzieje. 

Bronzer Kobo Professional w odcieniu Sahara Sand - pisałam o nim TUTAJ - cóż powiedzieć.. Delikatny, chłodny odcień brązu, całkowicie matowy, bez jakichkolwiek drobinek. Bronzer, którym nie zrobimy sobie krzywdy. Ja go uwielbiam, co chyba widać po zużytej ilości.

Paletka cieni Hean, 411 Nude - lubię ten zestaw ze względu na kolorystykę - jasny odcień może posłużyć mi jako wyrównanie kolorytu pod brwią lub nałożenie na całą powiekę ruchomą, delikatny brąz zawsze wykorzystuję do podkreślenia załamania. Delikatnego różu i ciemnego brązu używam, gdy chcę zmienić wersję dzienną na wieczorową. Fajna paletka, choć cienie mają trochę kredową konsystencję. Paletka również miała swoje 5 minut na blogu - RECENZJA.

Tusz Sensique Long Lashes - bardzo przyzwoita maskara, która ma specyficzną szczoteczkę - z jednej strony sylikonowe włoski są dłuższe, a z drugiej bardzo króciótkie. Krótsze włoski spisują się u mnie lepiej, bo mocniej rozdzielają rzęsy, a długie włoski bardziej oblepiają rzęsy, co w efekcie finalnym powoduje ich pogrubienie. Maskara nie jest bez wad, bo może spowodować grudki po aplikacji tymi dłuższymi włoskami i  pod koniec dnia pozostawia po sobie ślad w postaci zabrudzeń pod dolną powieką, czyli tak zwany efekt pandy.

W moim zestawieniu nie uwzględniłam produktu do ust i to nie bez przyczyny - gdy się spieszę lub chcę wyglądać nienachalnie nakładam na nie zwykłą, bezbarwną pomadkę, balsam, wazelinę lub masło shea, by nie zwracać zbytnio na siebie uwagi, gdy tego nie chcę. Czasem lubię nałożyć szalony kolor na dzień, ale muszę mieć wyjątkowo dobry humor lub dużo czasu na wyszykowanie :)


A jak wygląda Wasz codzienny makijaż? Różni się czymś od tego, który nakładacie na imprezy, uroczystości? Na co w szczególności stawiacie w codziennym makijażu? Są takie produkty bez nałożenia których nie wyjdziecie z domu?

Wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Zapraszam do dyskusji:

Like us on Facebook

Flickr Images